OOPS. Your Flash player is missing or outdated.Click here to update your player so you can see this content.

Witamy! Dzisiaj jest:


27 Sierpnia 2014
Środa
Imieniny obchodzą:
Angel, Angelus,
Cezary, Gebhard,
Józef, Kalasanty,
Małgorzata,
Przybymir, Rufus,
Teodor
Do końca roku zostało 127 dni.

 
 
 

Nasza Galeria

Ogłoszenia



 
= Ad with Photo

Kursy walut

Kursy NBP z 27-08-2014
walutaskupsprz. 
USD3.13823.2016st
AUD2.92642.9856st
CAD2.86362.9214st
EUR4.14174.2253st
HUF1.32231.3491st
CHF3.42763.4968st
GBP5.20475.3099st
JPY3.02033.0813st
CZK0.14910.1521st
DKK0.55560.5668st
NOK0.50790.5181st
SEK0.45210.4613st
XDR4.76814.8645st
zakłady live

Logowanie






Nie pamiętasz hasła?
Konto? Zarejestruj się!
You are here: Start arrow Inne arrow Niusy i Ciekawostki arrow Wymuszone adopcje polskich dzieci to fakt!

Wymuszone adopcje polskich dzieci to fakt! Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
Oceny: / 1
KiepskiŚwietny 
 

Napisany przez Onet, z 17-05-2013 21:26

Opinie : 309    

Polecane : 72

Brytyjska opieka społeczna zabiera polskim emigrantom dziecko do adopcji. Pili, bili, wykorzystywali? Nic z tego – sami zgłosili się do councilu o pomoc. Bulwersującą sprawę wymuszonej adopcji tropi nasz reporter oraz komentuje brytyjski parlamentarzysta, zaangażowany w zmianę grabieżczego systemu.

Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta
Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Termin „forced adoption” (wymuszona adopcja) kojarzymy zazwyczaj z rodziną patologiczną. Jednak odbieranie dzieci rodzinom emigrantów z przeciętnymi problemami to nie bajka – to zatrważające realia UK. A wszystko w majestacie prawa.

"Proście, a będzie Wam dane"

Żaneta i Kamil C. z (wtedy 7-letnim) Wiktorem* przyjeżdżają do UK w 2010 r. Pojawiają się problemy zdrowotne żony: szpital, operacja. Dochodzą problemy z płatnościami za mieszkanie. W takiej sytuacji, pod koniec 2012 r., dochodzi do rodzinnej kłótni o komputerową grę syna. Kamil rozbija kuchenną szafkę.

- Zaraz po tym zdarzeniu, pod wpływem emocji poszedłem do naszego councilu prosić o pomoc - wspomina Kamil i dodaje: „Byliśmy normalną polską rodziną z problemami, z jakimi boryka się wielu początkujących emigrantów”. Jeszcze tego samego dnia, do drzwi Państwa C. pukają dwie pracownice opieki społecznej (Social Services - SS). - Pamiętam, że jednym z ich pierwszych pytań było "Czy nie chcieliby Państwo rozważyć oddania dziecka na jakiś czas?" - opowiada Żaneta.

- Sugerowały nam, by odpocząć, odstresować się, a w tym czasie dziecko zostałoby nauczone manier. Byliśmy w szoku. Mąż dodaje: - A przecież ja tylko zgłosiłem się po pomoc, np. terapię małżeńską. Wiem, że to działa. Czemu od razu zabierać dziecko? – pyta retorycznie.

Pomoc? Jaka pomoc?

Począwszy od pierwszego pisma, SS nie prosi, a nakazuje. - Temat pomocy, po którą się zgłosiłem, nigdy nie był podniesiony - stwierdza Kamil. - Było tylko sprawdzanie i odpytywanie. W maju 2012, gdy Wiktor jest w szkole, staje się najgorsze: syn zostaje zabrany. - Przeżyliśmy horror - mówi Kamil.

- Cały czas obiecywali, że Wiktor wróci do nas przed wakacjami, ale po dwóch miesiącach pobytu u pierwszej foster care (tymczasowa rodzina zastępcza – przyp. red.), znaleźli mu dobrze sytuowaną angielską rodzinę. Syn rozpacza, bo czuje się tam jak w więzieniu.

Jak za komuny

Kamil zostaje wysłany na badania alkoholowe (obowiązkowe). Testy nic nie wykazują. Żanetę wysyłają do psychiatry. - Owszem, żona leczyła się - przyznaje Kamil. - Ale po to właśnie sam do nich poszedłem, żeby otrzymać pomoc – dodaje. - Mnie i synowi zabrano paszporty - mówi Żaneta. - A później nasze dokumenty dziwnie „zaginęły”.

Pomimo sądowego zalecenia, by SS zadbało o kontakt Wiktora z kulturą i religią polską, jest ono systematycznie ignorowane. - Syn poprosił opiekuna o Pierwszą Komunię, a wtedy on zdziwiony powiedział, że „w rubryce «religia» było zaznaczone «bez»”. To ich kolejny przekręt.

Błędne koło

Państwu C. zarzuca się, że mają zły wpływ na dziecko, tzw. emotional harm. Na widzeniach z synem nie mogą nic mówić przeciwko SS, wszystko ma być OK. - Gdy trzeba się żegnać - opowiada Kamil - syn się rozkleja i histeryzuje, bo chce żebyśmy zostali. A oni to interpretują, że „rodzice mają zły wpływ na Wiktora”.

Źródło: Polish Express
   
Zacytuj na swojej witrynie
Polecane

Komentarze użytkowników  
 

Średnia ocen użytkowników

   (0 głos)

 


Dodaj komentarz!
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować artykuły. Zaloguj się lub zarejestruj.

Nie komentowano



mXcomment 1.0.7 © 2007-2014 - visualclinic.fr
License Creative Commons - Some rights reserved
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

Migawki

Dopiero za cztery lata nie trzeba będzie meldować się w urzędach. Rząd stopniową likwidację meldunku obiecywał już w tym roku, ale posłowie uznali, że na zrezygnowanie z biurokracji jest za wcześnie - pisze "Metro".
Rewolucja w meldunkach to było jedno z ważniejszych haseł Platformy. Miało być tak: obywatel zmienia miejsce zamieszkania, wyjeżdża do pracy, na studia do innego miasta i nie musi iść do urzędu, by wypełniać formularze oraz wprowadzać zmiany w mnóstwie dokumentów. Na początek meldunkowej rewolucji wystarczyłoby dobrowolnie zgłosić miejsce pobytu: byłaby to tzw. rejestracja podstawowego miejsca zamieszkania. Urząd dosyłałby tam wszelkie pisma.

W drugim etapie reformy meldunkowej, czyli w latach 2011-12, w ogóle miałyby zniknąć jakiekolwiek formalności. Wiedzę o tym, gdzie żyje obywatel, urzędnik pozyskiwałby z bazy komputerowej PESEL2, która również ma wówczas zacząć działać. Po co te zmiany? Obecna ustawa o meldunkach pochodzi z 1974 r. i zawiera restrykcyjne, policyjne zapisy. Formalnie trzeba zgłaszać do urzędu nawet kilkudniowy pobyt na wczasach nad morzem. Niestety, rewolucja się opóźni, bo rządowy projekt utknął w Sejmie. Posłowie ciągle poprawiają propozycje. Już zostawili meldunek, choć w wersji złagodzonej np. nie będzie trzeba zgłaszać pobytów tymczasowych, a wymeldować się będzie można przy okazji zameldowania. Znikną też sankcje karne za zlekceważenie obowiązku meldunkowego - zapowiada "Metro".
Onet
 

Banners